─ Cami! Słyszałaś, że Francesca zaczęła prowadzić bloga? ─ zapytała przyjaciółkę Violetta, natomiast dziewczyna zatrzymała się w półkroku. Mimo, że minęły już dobre dwa miesiące, Camilla nie mogła wybaczyć swojej
─ I o czym tam pisze? ─ odpowiedziała pytaniem i spojrzała kątem oka na Violettę i mimo, że nie okazywała swojego zainteresowania, bardziej jego brak, to chciała się dowiedzieć, jak jest u dziewczyny, z którą do niedawna nie mogła rozstać się na chwilę. Castillo pokazała palcem wskazującym, żeby Camilla poczekała chwilę, po czym zaczęła szukać czegoś w telefonie; przeglądała bloga Fran.
─ O swoim życiu ogólnie ─ powiedziała po chwili, nadal nie odrywając wzroku od ekranu swojej komórki, którą dostała na siedemnaste urodziny od ciotki, Angie, którą jeszcze do niedawna traktowała tylko jako guwernantkę. ─ O tym, jaka dla niej ciężka była rozłąka z przyjaciółmi z Argentyny, bla bla bla... Kurcze, Cami!
─ Co?
─ Podobno ma chłopaka! ─ Violetta nawet nie próbowała nie udawać zdziwionej, bo całe jej ciało ogarnęło zdziwienie. Jej uczucia dopadły również Camillę, ponieważ jej rozdziawiona buzia dawała o sobie znać. Torres popatrzyła na chwilę w przestrzeń, po czym zbliżyła się do Violetty i spojrzała na ekran jej fioletowego telefonu. ─ Po całych Włoszech i z pewnością nie tylko, krążą plotki, że jestem w związku. Oficjalnie więc ogłaszam, że to szczera prawda! Spotykam się z przystojnym Meksykaninem, którego poznałam na jednym z nagrań do mojej pierwszej, solowej płyty. Ma na imię Marco i jestem z nim bardzo szczęśliwa ─ czytała brązowowłosa, nie ukrywając zaskoczenia.
─ Czy tylko mi się wydaje, czy ona stała się strasznie próżna przez tą sławę? ─ spytała Camilla zerkając na koleżankę stojącą obok, gdy ta chowała swój telefon komórkowy do kieszeni jeansów.
─ Możliwe, ale wiesz, jak to jest. Ludzie, którzy są rozpoznawalni na ulicy, czują się ważniejsi od innych. To normalne u gwiazd ─ odpowiedziała Violetta, a Camilla cicho się zaśmiała słysząc określenia "gwiazda", kiedy rozmawiały o Francesce; nastolatce, z którą kiedyś się przyjaźniły.
─ A pisała coś o nas? ─ zmieniła trochę temat rudowłosa, a Violetta westchnęła cicho. Camilla spojrzała na przyjaciółkę przepraszająco. W końcu mogła ją o to zapytać, zanim tamta schowała komórkę do kieszeni spodni.
─ Nie chce mi się wyciągać już telefonu, ale pisała coś, że bardzo trudno było jej się rozstać z kolegami z Buenos Aires, lecz zdaje sobie sprawę, że oni zawsze będą ją wspierać. Tylko tyle ─ mówiła, jakby recytowała jakiś wierszyk, po czym westchnęła głośno i odrzuciła swoje włosy do tyłu.
─ Daj telefon, napiszę jakiś komentarz ─ poprosiła Camilla, wyciągając dłoń w stronę Violetty, ale ta zaprzeczyła ruchem głowy i odepchnęła rękę przyjaciółki.
─ Jesteś teraz wściekła, więc nic jej nie napiszesz. Jak trochę ochłoniesz, możesz założyć konto na jej blogu i dodać komentarz, w którym napiszesz na przykład, że... Że... Że jesteś z niej dumna, i że cieszysz się z jej rozwiniętej kariery. O! I dodasz jeszcze, że życzysz jej, żeby jej związek się rozwijał i żeby zawsze cieszyła się z tworzenia muzyki. Ale to nie teraz. Teraz napisałabyś coś głupiego, a później byś tego żałowała. Dobrze, teraz chodźmy na lekcje. Mamy historię. Odrobiłaś pracę domową?
Camilla pokiwała od niechcenia głową, ale tak naprawdę nie przejmowała się wtedy pracą domową z historii. Gdy Francesca wyjechała, Torres zaczęła się bardziej przykładać do nauki, bo nie traciła czasu na oglądanie seriali i filmów z Cauviglią, więc pytanie Violetty o zadanie domowe było nie na miejscu. Obie dobrze wiedziały, jaka będzie odpowiedź Camilli.
A Camilla ciągle myślała o blogu jej dawnej najlepszej przyjaciółki. Zastanawiała się, czy założyć tam konto, a jeżeli tak, to co napisać jej w komentarzu. Pochlebiać jej, że dobrze zrobiła, czy może robić jej wyrzuty, że wyjechała bez uprzedzenia, a na dodatek nawet nie wspomniała o swojej najlepszej przyjaciółce? Po chwili jednak przypomniały jej się słowa Violetty i postanowiła, że później to przemyśli i napisze Francesce coś miłego.
─ Wybacz, Lu, że to mówię, ale wydaje mi się, że podobasz się Federico ─ stwierdziła Natalia szeptem, by nie zdenerwować nauczyciela od hiszpańskiego. Mimo, że aktualnie zrobił "wolną lekcję", czyli po prostu czytał gazetę promującą jakiś nowy sklep spożywczy w okolicy, to nie lubił, jak było głośno. Ludmiła spojrzała na przyjaciółkę, niemal zabijając ją swoim wzrokiem. Cóż, prawda była taka, że ona też to zauważyła, ale nie chciała się do tego przyznać. Federico był dla niej kumplem ze szkoły, nikim więcej, ale bała się mu to powiedzieć, bo nie chciała zranić jego uczuć.
─ Cicho, on siedzi za nami ─ szepnęła równie cicho, jak jej najlepsza przyjaciółka. Naty pokiwała głową na znak, że zrozumiała, po czym odwróciła się na chwilę. Zauważyła wtedy Federico i siedzącego obok Leóna. Zawsze lubiła tą dwójkę. Lubiła patrzeć, jak się przekomarzają i wiedziała, że to właśnie tak wygląda prawdziwa przyjaźń, więc nie miała wątpliwości, że Ludmiła to jej prawdziwa przyjaciółka.
─ Zaraz przyjdę ─ poinformowała koleżankę Ferro po dłuższej chwili ciszy. Hiszpanka kiwnęła głową, ale blondynka tego nie widziała, bo już dawno była za drzwiami klasy.
─ Tak, Gery i Clément zostali przyjęci do klas pierwszych ─ powiedział dyrektor do jednego z nauczycieli. Ten natomiast energicznie gestykulował dłońmi, jakby chciał się przeciwstawić osobom, których nawet nie poznał, ale widać było, że dyrektor liceum wcale nie słuchał przeciwstawień nauczyciela języka angielskiego. ─ Zamiast tak marudzić, radziłbym ci się przygotować do lekcji, bo akurat teraz masz z nimi zajęcia.
─ Ale przecież to jakaś patologia, żeby przyjmować Francuza do argentyńskiej szkoły! ─ Mężczyzna już sam nie wiedział, jakimi argumentami przekonać swojego "szefa". Dyrektor szkoły westchnął głęboko, pokręcił z niedowierzaniem głową i podał swojemu koledze z pracy dziennik klasy 1A.
─ Masz dziennik, nie zgub go ─ poinstruował go dyrektor, po czym chciał wyjść z pokoju nauczycielskiego, kiedy nagle się zatrzymał i zrobił dwa kroki do tyłu, żeby stanąć obok Gregorio. ─ A tak przy okazji... Ty się wychowywałeś w Hiszpanii, więc równie dobrze mogę ciebie wyrzucić. Chcesz?
Po tych słowach Pablo wyszedł z pokoju nauczycielskiego, zostawiając Gregorio oniemiałego, samego w pomieszczeniu.